piątek, 18 października 2013

Polski hydraulik...

Chciałem dobrze, wyszło, jak zawsze. Dokonując porannej toalety, wychodząc spod prysznica, uznałem, że czas najwyższy sprawić, aby woda z brodzika odpływała sprawniej i szybciej. Jak pomyślałem, tak uczyniłem. Zaszedłem do sklepu z odpowiednimi akcesoriami i zakupiłem Kreta, cudowne granulki do rur. „Wsypać dwie łyżki granulek, następnie zalać ciepłą wodą.” Tak stało napisane na opakowaniu. Ale co tam, przecież jestem mądrzejszy i bardziej logiczne wydawało mi się najpierw wlać wodę, potem wsypać granulki, następnie zostawić na piętnaście minut, zgodnie z zaleceniami. W porządku; zalałem odpływ wodą, nasypałem granulek ze trzy łyżki, zerknąłem, a, niech będą jeszcze ze trzy i… zostawiłem na godzinę. Przez ten czas, jak później okazało się, w odpływie z tych granulek utworzył się cudownie twardy kamień, który uniemożliwił już absolutny odpływ wody z brodzika. Jasny gwint, spanikowałem. Stwierdziłem, że musowo te zanieczyszczenia, które rozpuścił nieco Kret (bo o kamieniu najtwardszym z twardych jeszcze nie wiedziałem) zablokowały odpływ, gdzieś na dalszym odcinku rury, do którego na pewno nie dostanę się. Pędem do sklepu po żel udrażniający. „Wlać pół butelki, zostawić na piętnaście minut. Jeśli nie poskutkuje, zostawić na całą noc.” O nie, nie, całej nocy, to ja czekał nie będę i wlałem niemal całą butelkę. Odczekałem pół godziny, próbuję i… nic. Święci Pańscy! Toż to jakiś totalnie wielki kłak musiał zapchać mi ten odpływ! Ale skąd?! Przecież ja włosów nie mam! Brud też raczej ze mnie warstwami nie odpada, bo umówmy się, staram się nie mieć go na sobie ani warstewki. Jeśli ten kłak siedzi sobie, gdzieś w tych rurach i nabija się ze mnie bezlitośnie, to jedyna rada, skoro wszelkie inne środki zawiodły – potrzebny przepychacz do rur! Czyli ten gumowy ssak na drewnianym kołku! No nic, ubieram się i pędem do Praktikera! Szukam, szukam, szukam, już panikuję, bo chyba nie posiadają takiego sprzętu, aż tu nagle, ku mojej radości i niewypowiedzianej uldze… Są! Są! Do tego o różnych kolorach trzonka. W sumie, drewienko okazuje się być plastykowe, a sama guma, jakaś twardsza niż w tych starych i o kształcie harmonijki, a nie pokrywy od kadzi piwnej, jednak grunt, że jest! To najważniejsze! Pędzę z tym przepychaczem na przystanek tramwajowy, wsiadam do bimby i już oczyma wyobraźni widzę, jak używam przepychacza, co to z tego odpływu wyskoczy za kłak, no i jak pięknie woda będzie spływać. Ale jadę tak sobie, przyglądam się temu przepychaczowi, dotykam tej gumy, jakaś twarda. Myślę sobie – czy to, aby na pewno działa? Tramwaj powoli dojeżdża do mojej stacji, mam zatem jeszcze chwilę. Rozglądam się uważnie, niewielu ludzi, nikt na mnie nie patrzy, no to… trach… śluuuup… cmok… i przepychacz, niczym glonojad, przyssał się do ścianki tramwaju. Ha! Działa! Super! Teraz tylko zastosować to na brodziku! Tramwaj podjeżdża, już widać przystanek, zaraz wysiadam. I oto… zamarłem. Przepychacz ani myśli puścić ściankę tramwaju. O cholera! Przyssał się do niej, jak pijawka i nie reaguje na żadne szarpnięcia. Umówmy się ponownie, szarpnięcia nie były mocne, bo jeszcze nie chciałem zwracać na siebie uwagi współpasażerów. Tramwaj, stanął, drzwi się otwierają, a ja walczę z przepychaczem w tramwaju, próbuję go w myślach niemal prosić ładnie, żeby puścił tramwaj, żeby dał mi wysiąść, brodzik udrożnić, klnę go już… W końcu nie pozostało mi nic innego, jak solidnie szarpnąć. Tak uczyniłem, a przepychacz puścił tramwaj z głośnym kląśnięciem, które nie uszło uwagi innych współpasażerów, a ja prawie wytoczyłem się na przystanek ostatnim rzutem, tuż przed zamykającymi się drzwiami. Zadowolony z siebie, umęczony po walce z przyssawką, kurc-galopkiem pognałem do domu. Można sobie wyobrazić, jak wielka była moja radość z posiadania tego sprzętu i nadzieja na to, że oto ten przyrząd uwolni mnie od hydraulicznej awarii… Można też sobie wyobrazić, jak wielki był mój zawód i rozpacz, ba, niezrozumienia nawet i złość na przedmioty nieożywione, kiedy okazało się, że choćbym przez ten odpływ, tym właśnie przepychaczem wyciągnął wszystkie tramwaje MPK i pociągi PKP, a nawet warszawskie metro, brodzik nadal pozostawał niedrożny…

4 komentarze:

  1. Chciałabym zobaczyć jak walczyłeś z tym przepychaczem w tramwaju ;D trzeba było sobie do glacy zassać :P Emii

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawa dla hydraulika za pomysłowość :)

    OdpowiedzUsuń
  3. przeczytałam po raz drugi i po raz drugi usmiałam się na całego :)

    OdpowiedzUsuń